Początek sierpnia 2026 roku przyniósł kolejne niepokojące sygnały z zachodnich stanów USA. Podczas gaszenia pożaru Wrights Spring w Oregonie odnotowano pięć osobnych incydentów z udziałem nieautoryzowanych dronów. W każdym przypadku trzeba było natychmiast uziemić samoloty gaśnicze i helikoptery, co opóźniło zrzuty wody i środków ogniochronnych.
Dlaczego to takie groźne?
Samoloty gaśnicze operują często na małych wysokościach, a ich załogi nie mają czasu na unikanie kolizji z niewielkimi, szybko poruszającymi się dronami. Nawet pozornie niewinny lot hobbystycznego quadu w strefie pożaru może doprowadzić do katastrofy. Jak podkreślają służby, dron wciągnięty do silnika lub uderzający w kabinę to śmiertelne zagrożenie.
Apel i konsekwencje
Strażacy i agencje federalne wielokrotnie apelowali do operatorów dronów o respektowanie tymczasowych zakazów lotów (TFR). Mimo to problem narasta - podobne zdarzenia miały miejsce w Kalifornii, Waszyngtonie i Montanie. Operatorzy, którzy naruszają przepisy, ryzykują wysokie grzywny oraz odpowiedzialność karną. W skrajnych przypadkach mogą odpowiadać za utrudnianie akcji ratunkowej, co grozi nawet kilkuletnim więzieniem.
Eksperci przypominają, że w trakcie katastrof naturalnych przestrzeń powietrzna jest wyjątkowo wrażliwa. Każdy, kto planuje loty rekreacyjne, powinien sprawdzić komunikaty NOTAM i unikać stref objętych zakazem. Bezpieczeństwo załóg i skuteczność akcji gaśniczych zależą od odpowiedzialności każdego pilota drona.











