Greg Reverdiau, współzałożyciel Pilot Institute, podczas otwierającej keynote na targach Commercial UAV Expo zwrócił uwagę na poważny problem, który może dotknąć branżę dronów w USA. Jego zdaniem, w ciągu najbliższych 2-3 lat firmy zajmujące się dronami mogą mieć ogromne trudności ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników. Powód? Tanie, zagraniczne drony, które były bramą do kariery dla większości obecnych pilotów, znikają z rynku.
Reverdiau podkreślił, że ponad 80% dzisiejszych pilotów zaczynało przygodę z dronami od niedrogich modeli, głównie DJI. Dodatkowo, wiele osób budowało własne maszyny z części, ale i te są coraz trudniej dostępne. Ograniczenia w imporcie, które miały dać czas amerykańskim producentom na rozwój, nie przyniosły oczekiwanych efektów - krajowe zamienniki nie powstały w wystarczającej ilości, a harmonogram wycofywania zagranicznych dronów przyspieszył.
Efekt? Nowi piloci nie mają od czego zacząć, a ci obecni - około 500 tysięcy osób z certyfikatami Part 107 - borykają się ze starzejącym się sprzętem, który trudno zastąpić. Reverdiau zwrócił uwagę na błędne koło: operatorzy czekają z zakupami, licząc na lepsze czasy, a producenci nie inwestują w produkcję tanich zamienników, dopóki nie widzą zamówień. To sytuacja „węża połykającego własny ogon”.
Reverdiau nie ma gotowego rozwiązania, ale apeluje do firm planujących rekrutację, aby zastanowiły się, skąd wezmą nowych pracowników. Bez przystępnych cenowo dronów i części, branża może stanąć w obliczu poważnego kryzysu kadrowego.












