DJI, największy producent dronów na świecie, złożyło do amerykańskiej Federalnej Komisji Łączności (FCC) obszerny dokument, w którym zarzuca agencji brak podstaw prawnych dla proponowanego zakazu sprzedaży dronów określanych jako „wojskowe”. Dokument, podpisany przez byłych wysokich urzędników rządowych, w tym byłą Solicitor General Elizabeth Prelogar, został złożony 2 września 2026 r., w dniu zamknięcia komentarzy.
Sedno sporu
FCC w lipcu 2026 r. zaproponowała zakaz sprzedaży dronów spełniających siedem kryteriów, m.in. o masie startowej powyżej 55 funtów, z kamerami termowizyjnymi, LiDAR-em czy zdolnością do roju. DJI twierdzi, że te kategorie nie wynikają z żadnej ustawy ani decyzji agencji bezpieczeństwa. Firma wskazuje, że grudniowa decyzja o wpisaniu na listę Covered List opierała się wyłącznie na pochodzeniu sprzętu, a nie na konkretnych zagrożeniach.
DJI podkreśla, że ustawa Secure and Trusted Communications Networks Act pozwala FCC na dodawanie urządzeń tylko na podstawie „konkretnego ustalenia” ryzyka dla konkretnego sprzętu. Tymczasem zakaz obejmujący całe kategorie produktów jest zaprzeczeniem tej zasady. Ponadto, DJI argumentuje, że drony nie są sprzętem telekomunikacyjnym, a więc FCC nie ma jurysdykcji.
Konsekwencje dla hobbystów
Choć propozycja dotyczy głównie dronów wojskowych, to kryteria takie jak kamery termowizyjne czy LiDAR mogą objąć również zaawansowane drony konsumenckie i komercyjne, w tym używane przez hobbystów do inspekcji czy filmowania. DJI szacuje swoje straty z powodu wcześniejszych działań FCC na ponad 1,5 mld dolarów. Sprawa jest w sądzie, a DJI ma nadzieję, że nowy dokument przekona FCC do wycofania propozycji.
Dla społeczności FPV i użytkowników dronów w Europie, w tym w Polsce, istotne jest, że podobne regulacje mogą być wzorowane na amerykańskich. Warto śledzić rozwój sytuacji, bo może ona wpłynąć na dostępność sprzętu i przepisy w innych krajach.












