Dlaczego marynarka potrzebuje takiego drona?
Program RIMES, zainicjowany w lutym 2026 roku, ma na celu zapewnienie okrętom nawodnym możliwości dalekiego rażenia bez konieczności posiadania lotniskowca. Okręty, takie jak niszczyciele typu Arleigh Burke, mają ograniczoną liczbę wyrzutni pionowych i nie mogą szybko uzupełniać zapasów rakiet w trakcie konfliktu. Dron X-BAT ma przenosić bomby klasy 454 kg na odległość ponad 2500 km, startując z pokładów niewielkich jednostek.
X-BAT to bezogonowy dron napędzany silnikiem General Electric F110, tym samym, który zasila myśliwce F-16. Dzięki dużej mocy może wystartować pionowo, a następnie, po wykonaniu misji, wrócić i wylądować na ogonie. To rozwiązanie przypomina lądowania rakiet, ale w przypadku drona o rozmiarach myśliwca jest to niezwykle trudne wyzwanie aerodynamiczne.
Lądowanie na ogonie - najtrudniejszy manewr
Podczas pionowego lądowania skrzydła drona działają jak żagiel, co przy bocznym wietrze może grozić utratą stabilności. Eksperci, jak Heather Penney z Mitchell Institute, uważają, że niezawodne lądowanie przy wietrze powyżej kilku węzłów będzie „niezwykłym osiągnięciem technicznym”. Shield AI ma jednak doświadczenie - ich mniejszy dron V-BAT ląduje w ten sam sposób i był testowany m.in. przez Straż Przybrzeżną, gdzie osiągał dobre wyniki, choć zdarzały się też wypadki, w tym poważne obrażenia personelu.
Siły Powietrzne czekają z boku
Siły Powietrzne USA, które borykają się z kosztami programów F-47, B-21 i Sentinel, postanowiły nie inwestować w X-BAT. Analitycy sugerują, że chcą najpierw zobaczyć, czy technologia się sprawdzi, a potem ewentualnie ją kupić. To strategia „poczekaj i zobacz”, która pozwala zaoszczędzić środki, ale też wiąże się z ryzykiem, że marynarka zyska przewagę technologiczną.
Decyzja o finansowaniu X-BAT to odważny krok w stronę przyszłości, w której drony bojowe nie będą zależne od lotnisk. Jeśli testy się powiodą, może to zrewolucjonizować sposób prowadzenia operacji wojskowych na morzu i lądzie.











